Łaziłem bezczynnie po obrzeżach miasta, podchodząc pod domy, niczym wilk pod zagrodę. Starsi ludzie siedzący przed domami rzucali mi jedzenie. Cztery chałpy i głód ustępował. Miałem się właśnie zabierać do parku, bo robiło się ciemno. Łajka mnie zabije, jeśli nie wrócę... Ale dobra, trasa nie jest długa, na pewno zdążę dojść nim mnie kompletnie zamroczy. Nagle poczułem nieziemski zapach. Coś mnie tknęło, nie mogłem iść we właściwym kierunku. Zupełnie jakbym zamknął oczy, a jakaś nadprzyrodzona siła ciągnęła mnie w miejsce, z którego dobiegała woń. Jak przyniosę trochę Łajce, to na pewno na mnie nie nawrzeszczy! Ruszyłem żwawo we wskazanym przez węch kierunku. Dwa koty - jeden, duży, szary kocur, i mniejszy, ciapkowany. Niosły... KEBABA! Mmm! Smakowitości, muszę im to zabrać, uciekną jak mnie zobaczą, trzęsiogony! No okej, wkraczam do akcji. Raz Rambu śmierć! Przypadkowo nadepnąłem na opakowanie z keczupu. No ja pier papier! Pierdlin powrócił. Moje łapy wyglądają jak po starciu z Kocelotem. Ruszyłem na koty, ale szybko pożałowałem. W starej szopie, zauważyłem bandę kotów. Schowałem się między starymi skrzyniami i oponami. Nasłuchiwałem.
- Co tak długo?! - wrzasnął zdenerwowany Kociorz - Kitler.
- Haj Kitler! - zakrzyknęły koty, gdy pojawił się ich przywódca.
-Być mała potyczka z tymi z Moskwy w czasie drrroga kufa! - odezwał się gruby głos.
Co oni? Doga niemieckiego zwerbowali czy jak?
Nagle Kitler powiedział:
- Vol, Kocelot! Was is das?!
- Kebab iz daz - odpowiedział chyba zupełnie nie ogarnięty w niemieckim Kocelot.
Kitler zaczął syczeć i chyba dał swojemu gorylowi w łeb, bo piszczał jak by z niego skórę zdzierali!
- Szirrrkan zjeść kebab, ale Szirrrkan ciągle chcieć jesć! - ryknął gruby głos.
Na wszystkie pierogi z mięsem! Tygrys doszedł! Wszyscy zginiemy w... No dobra Rambo weź się w garść! musi być jakieś rozwiązanie! Zastrzelić go! Jesteś psem. Złapać! To też nie możliwe.
- Syjam, Zeb, Korol, Wars! Przynieście tygrysowi więcej jedzenia! Gdy tylko wyleczą się rany po kulach, zniszczy on sforę Rosyjskie Psy i zapewni kotom dominację nad Wołgogradem! - wrzasnął Kociorz. Niedoczekanie twoje kocisto! Tymczasem armia kocia krzyczała bez ustanku:
- Wiwat Kitler! Wiwat Szirkan! Wiwat kocia armia!
Nie mogłem już słuchać tych kocistowskich nawołań! Wyszedłem z ukrycia i ruszyłem w stronę Bazy. Było tak ciemno jak w ciemnicy. Myślałem że, nie trafię i będę błądził do rana! Gdy o tym myślałem nagle poczułem znajomy zapach... Łajki! Nos znowu mi pomógł! Szybko pobiegłem za ścieżką zapachową i nim się obejrzałem znalazłem się w naszej Bazie. Moja towarzyszka była rozwścieczona:
- Gdzieś ty był?! Mam nadzieję że, masz dobrą wymówkę!
Opowiedziałem jej całą historię. Łajka przestraszona i niewiedząca co robić, próbując zyskać na czasie, a by coś wymyślić położyła się i kazała mi zrobić to samo. Po kilku minutach znalazłem się w objęciach snu.
g
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz