sobota, 26 września 2015

Od Rambo - "Tygrys. Nikczemna broń."

Łaziłem bezczynnie po obrzeżach miasta, podchodząc pod domy, niczym wilk pod zagrodę. Starsi ludzie siedzący przed domami rzucali mi jedzenie. Cztery chałpy i głód ustępował. Miałem się właśnie zabierać do parku, bo robiło się ciemno. Łajka mnie zabije, jeśli nie wrócę... Ale dobra, trasa nie jest długa, na pewno zdążę dojść nim mnie kompletnie zamroczy. Nagle poczułem nieziemski zapach. Coś mnie tknęło, nie mogłem iść we właściwym kierunku. Zupełnie jakbym zamknął oczy, a jakaś nadprzyrodzona siła ciągnęła mnie w miejsce, z którego dobiegała woń. Jak przyniosę trochę Łajce, to na pewno na mnie nie nawrzeszczy! Ruszyłem żwawo we wskazanym przez węch kierunku. Dwa koty - jeden, duży, szary kocur, i mniejszy, ciapkowany. Niosły... KEBABA! Mmm! Smakowitości, muszę im to zabrać, uciekną jak mnie zobaczą, trzęsiogony! No okej, wkraczam do akcji. Raz Rambu śmierć! Przypadkowo nadepnąłem na opakowanie z keczupu. No ja pier papier! Pierdlin powrócił. Moje łapy wyglądają jak po starciu z Kocelotem. Ruszyłem na koty, ale szybko pożałowałem. W starej szopie, zauważyłem bandę kotów. Schowałem się między starymi skrzyniami i oponami. Nasłuchiwałem.
- Co tak długo?! - wrzasnął zdenerwowany Kociorz - Kitler.
- Haj Kitler! - zakrzyknęły koty, gdy pojawił się ich przywódca.
-Być mała potyczka z tymi z Moskwy w czasie drrroga kufa! - odezwał się gruby głos.
Co oni? Doga niemieckiego zwerbowali czy jak?
Nagle Kitler powiedział:
- Vol, Kocelot! Was is das?!
- Kebab iz daz - odpowiedział chyba zupełnie nie ogarnięty w niemieckim Kocelot.
Kitler zaczął syczeć i chyba dał swojemu gorylowi w łeb, bo piszczał jak by z niego skórę zdzierali!
- Szirrrkan zjeść kebab, ale Szirrrkan  ciągle chcieć jesć! - ryknął gruby głos.
Na wszystkie pierogi z mięsem! Tygrys doszedł! Wszyscy zginiemy w... No dobra Rambo weź się w garść! musi być jakieś rozwiązanie! Zastrzelić go! Jesteś psem. Złapać! To też nie możliwe.
- Syjam, Zeb, Korol, Wars! Przynieście tygrysowi więcej jedzenia! Gdy tylko wyleczą się rany po kulach, zniszczy on sforę Rosyjskie Psy i zapewni kotom dominację nad Wołgogradem! - wrzasnął Kociorz. Niedoczekanie twoje kocisto! Tymczasem armia kocia krzyczała bez ustanku:
- Wiwat Kitler! Wiwat Szirkan! Wiwat kocia armia!
Nie mogłem już słuchać tych kocistowskich nawołań! Wyszedłem z ukrycia i ruszyłem w stronę Bazy. Było tak ciemno jak w ciemnicy. Myślałem że, nie trafię i będę błądził do rana! Gdy o tym myślałem nagle poczułem znajomy zapach... Łajki! Nos znowu mi pomógł! Szybko pobiegłem za ścieżką zapachową i nim się obejrzałem znalazłem się w naszej Bazie. Moja towarzyszka była rozwścieczona:
- Gdzieś ty był?! Mam nadzieję że, masz dobrą wymówkę!
Opowiedziałem jej całą historię. Łajka przestraszona i niewiedząca co robić, próbując zyskać na czasie, a by coś wymyślić położyła się i kazała mi zrobić to samo. Po kilku minutach znalazłem się w objęciach snu.

                                                                           g

wtorek, 22 września 2015

Od Łajki

Po aferze ze spanielką i Rambo w tle, Kitler był wyraźnie zaniepokojony naszymi poczynaniami, i postanowił śledzić nas w inny sposób. Że nie miał możliwości wysłania do nas kolejnego psa, a przynajmniej nie tak wcześnie - założył sobie żywe kamery. Koty w różnych miejscach, na drzewach, monitorowały wyznaczone obszary. Zmieniały się ze sobą, a gdy jakiś pies je zauważył, ukrywały się jeszcze głębiej pod baldachimem liści i udawały, że spały. A pies, nie mogąc dostać się na drzewo, odchodził zrezygnowany i na takiego kociaka uwagi nie zwracał. Rozglądałam się po Bazie - wraz z Rambo przeszukiwaliśmy każdy zakamarek. Każdy krzak, oglądaliśmy każde drzewo... Ale, na szczęście, kocistów widać nie było. Nagle z zapytaniem, co robimy, pojawiła się Cheyenne.
- Sprawdzamy, czy nie ma wrogów w otoczeniu. - szepnęłam, lepiej dmuchać na zimne.
- Wrogów? Chodzi o te koty? - usiadła na środku Bazy i pilnie przyglądała się temu, co robię.
- Taak. Kitler. Rudy, ogromny i spasiony kocur - przywódca Wołgogradzkiej, kociej armii.
- Mhm, I mam uważać na wszystkie koty wokół?
- Dokładnie. Sugar to jedyny jak na razie wyjątek. Małe, chude, rude. Nie tak bardzo palące jak Kitler, jest bardziej pomarańczowy. No dobra, jeszcze jakieś pytania?
- Właściwie to na początek było ich mnóstwo. Ale zaczynam już rozumieć ideę tej sfory. Pozostaje mi tylko jedna, mała wątpliwość. Czy ta wojna, o której mówiliście, to na prawdę...?
- Łajka! Proszą cię tu. - Rambo odezwał się głośno.
- Wybacz, dokończymy później. Muszę iść... Jak chcesz, to pójdź ze mną. - powiedziałam do Chyenne. Chciałam być uprzejma.
- Wiesz, miałam właśnie się spotkać z suczką, którą poznałam wcześniej.
- No to ja lecę, trzymaj się. Pamiętaj, że po zachodzie słońca spotkanie w Bazie. I przyjdź SAMA. Nie chcę powtórki z Zulą.
- Jasne, jasne.
Żwawo podeszłam do Rambo. Ciekawe, czego może chcieć.
- Chcą z tobą mówić.
- Kto?
- Chodź, zobaczysz sama.
Kundel prowadził mnie wśród brzózek rosnących w rzędzie. W parku, na ławce, wylegiwał się nie kto inny jak... dam, dam, dam... KITLER. Co ta menda chce?! Teraz, rude gówno pewnie chce się pogodzić? O nie, już za późno. Marshow i Wasyl stali z boku, a Vol i Kocelot, żółty, duży kot w ciapki - pewno nowy ochroniarz naszego kociego przywódcy. Kocista miał ogromne zębiska i pazury, ale cztery psy, przeciw takiemu kotkowi?
- Czego? - warknęłam ostro siadając pod ławką.
- Coś ty taka niegrzeczna, moja droga? Przecież się przyjaźnimy, no nie?
- Chyba w twoim pustym móżdżku, szmaciarzu!
- Trochę grzeczniej, słodka!
- O co ci chodzi, mów że. Nie mam na ciebie czasu.
Prychnęłam i spojrzałam na wszystkich wokół. Wasyl, zwykle nieśmiała psina, którą musiałam wyciągać z opresji, stał i patrzył na mnie ciepło, jakby z dumą, że jest moim dobrym przyjacielem.
- Wojna już wkrótce, prawda, Łajeczko?
- Nie wysilaj się, wiemy o tygrysie.
Kitler syknął na Vola, a ja dumnie zamachnęłam ogonem i ruszyłam w kierunku, z którego przyszłam. Marsh, Wasyl i Rambo zrobili to samo. Takim delikatnym krokiem szłam tyle, aż upewniłam się, że zielone oczka Kitlera nie widzą nas.
- No dobrze, my idziemy obmyślać plan nad rzekę. Ty miałaś do Chyenne, tak?
- Tak, no to do zobaczenia na zebraniu.

Zastałam Chye w Bazie. Bawiła się patykami leżącymi pod drzewami. Przyglądałam się suczce, a potem podeszłam. Zaczęłyśmy bezsensowną rozmowę. Zapytałam w końcu:
- No dobra, to chciałaś wiedzieć coś o tej wojnie, tak?
- Tak, jeśli możesz, to chciałabym wiedzieć co nieco o tej całej sprawie.
Opowiedziałam jej o tygrysie, Kitlerze, jego armii i naszej przygodzie z "tamtego sezonu". Suczka była zainteresowana i zaciekawiona moim opowiadaniem, jednak w końcu powiedziała:
- Po co ten rozlew krwi? Nie dość psów i kotów zabija się na świecie?
- Wybacz, musisz przystosować się do naszego rasistowskiego poglądu na koty.
- No dobra, załóżmy, że rozumiem.
- No i co? No i gites. Próbuj rozumieć. I będzie okej, zobaczysz. A wojna, to nie rozlew krwi, spokojnie! Będziemy się żreć, o władze. I tyle.
Chye uśmiechnęła się do mnie i zadawała kolejne pytania.
Chyenne?

piątek, 18 września 2015

Od Rambo CD Łajki

- Łajka! Tygrys nas zabije! Zje w całości lub w kawałkach! – krzyczałem do mojej towarzyszki.
Sytuacja była poważna. W tej sytuacji pan Mircovic był by bezsilny. Dlaczego największy lądowy drapieżnik musi być kotem! Nawet gdybyśmy mieli setkę psów nie dalibyśmy mu rady! Co tu robić?
- Rambo! Idź na przeszpiegi! Mogę się założyć że, Kitler mieszał w tym swoje nieczyste pazury! – odrzekła spokojnie Łajka.
Żadne słowa sprzeciwu nic by tu nie wskórały. Jak ona się uprze to chodźmy mieli ją uśpić ona nie ustąpi!
Wyszedłem z domu naszego karmiciela i ruszyłem w stronę starej szopy na skraju miasta. Nasz „wywiad” doniósł że, kociści mają tam bazę. Stały tam stare skrzynie po których łatwo można dostać się na płaski, dziurawy dach. Przez jedną z nich ujrzałem dziwne widowisko, koty ustawiły się w dwu szeregu i chyba na coś czekały. Nagle jakiś kot w chustce krzyknął:
- Nadchodzi!
Wtedy przez dziurę w drzwiach wszedł… Kitler!
Zaraz po nim jego partnerka, obstawa i koker spaniel angielski!
- Pewnie jeniec – pomyślałem.
Gdy Kitler usadowił się na środku szopy wszystkie koty krzyknęły chórem „haj Kitler” i rozeszły się został tylko Kitler, jakiś kot w chustce i ten Herbaciarz.
- Zula udasz się teraz do siedziby głównej swory i będziesz udawać członka oraz zbierać informacje na temat jej poczynań. – powiedział Kitler.
- O tak Wielki koci władco. Zrobię co rozkazałeś. – odrzekła i wyszła.
Już miałem ruszyć za nią pościg gdy usłyszałem :
- Vol jak operacja „Szirkan”?
- Przebiega pomyślnie, psy niczego się nie spodziewają, o panie. – odrzekł Vol.
-Tygrys zbliża się do Wołgogradu. Za około trzy dni tu będzie.
Trzy dni?! Tygrys tu będzie za trzy dni?! Niema wyboru albo go złapią albo…
Zszedłem z dachu i szybko oddaliłem się od szopy. Łajka musi się o wszystkim dowiedzieć! Słońce chyliło się ku zachodowi gdy znalazłem się w bazie gdzie zastałem moja towarzyszkę.
- Jakie wieści? – zapytała.
- Miałaś rację. Tygrys będzie tu za trzy dni- odpowiedziałem.
Łajka zrobiła zakłopotaną minę i zapytała:
- Coś jeszcze?
- Czy była tu jakaś koker spanielka?
- Była.
- I co chciała?
- Dołączyć do swory .
- Przyjęłaś ją?
- Tak.
To słowo mnie przeraziło i wzbudziło gniew. Opowiedziałem jej co się działo w szopie. Gdy zapytałem gdzie jest Łajka odpowiedziała:
- Zaprowadzę cię, ale nie wyciągaj pochopnych wniosków! Może to tylko zbieg okoliczności.
Miejscem jej pobytu była skarpa nad zalewem Wołgogogradzkim. Ja i moja towarzyszka ukryliśmy się. Przez chwilę jej się przyglądałem i wtedy ogarnął mnie nie pohamowany gniew.
- To ona! – krzyknąłem.
- Nie wy…….. –nie dokończyła Łajka.
Wpadłem w trans zabijania jedyną rzeczą która się liczyła był fakt że, ona musi zginąć!
Spanielka patrzyła się na zalew gdy ją złapałem za kark i zagryzłem. Tak mi się przynajmniej wydawało.
- Rambo cos ty zrobił! – wrzasnęła Łajka.
- Zdrajca psiego rodu musi zginąć! – rzekłem poważnie.
Zula leżała w krwi, gdy nagle pisnęła i zaczęła ruszać łapami.
- Ona żyje! Rambo lec po pana Mircovica! – krzyknęła moja towarzyszka.
To był pierwszy raz gdy nie posłuchałem Łajki.
Schwyciłem spanielkę za kark i z rzuciłem z urwiska. Mówiąc:
- Każdy zdrajca zasługuje na śmierć.

środa, 9 września 2015

Nowa suczka!

Mam zaszczyt powitać Cheyenne - nową psinę w naszej paczce. 

 
  
 Powodzenia :>

Od Łajki

Słońce właśnie wzbijało się coraz wyżej na tle Wołgogradzkiego nieba. Dzień zapowiadał się upalnie - tak jak ostatnie letnie tygodnie. Wrzesień rozpoczął się już na dobre - widoki jak wcześniej, przed wakacjami. Zabiegani co dzień ludzie, próbujący dostać się do autobusu, dzieciaki spieszące się do szkoły, a potem wracające, rzucające niedojedzone kanapki, i drapiące za uchem. Chyba tego najbardziej mi brakowało - jedzenia rzucanego pod nos.
- Łajka! Gdzie ty? - rozniósł się donośny głos Rambo. Zauważyłam go przy ławce, niósł coś w pysku.
- Co to masz? - zwróciłam się do niego z lekkim dodatkiem ironii w głosie. 
- Znalazłem prawie nietknięte kości z mięsem! - powiedział podchodząc bliżej.
Kusząco spojrzałam na jedzenie, ale gdy Rambo zauważył mój łapczywy wzrok od razu powiedział siadając.
- Dla ciebie nie ma, psik, idź znajdź.
- Ty szujo.
- Szuja to miasto.
- Ty jesteś szują, łajdaku.
Po tych jakże śmiesznych wyzwiskach machnęłam ogonem i ruszyłam przed siebie. Skuliłam się pod ławką, czekając, aż parkową drogą będą wracały dzieci ze szkoły. Na pewno jakiemuś pęknie serce na widok biednego, wygłodniałego psiaka, którego będą mogły pogłasiać. Taak, na pewno.
♦•♦•♦•♦•♦
Dzień mijał niezwykle nudno - tak jak ich większość. Wszyscy liczyliśmy, że w końcu coś się zacznie dziać, że ta wojna z Kitlerem, że nasza armia, te wszystkie plany... się urzeczywistnią. Na razie pozostało nam tylko zbierać psy. Rambo, ten zgorzkniały kundel, pojawił się wieczorem, na tle słońca, które zbliżało się do widnokręgu. 
- Idziesz? Zaraz się zacznie, bo pan Microvic już szedł do domu. - mówił on o codziennym programie informacyjnym.
- Jasne, przecież może nadarzyć się kolejna okazja, aby uratować świat. - mruknęłam, wspominając sobie podróż do Islamabadu. Szliśmy tam, aby uratować schwytane i przeznaczone na mięso psy, a wtedy sami zostaliśmy uwięzieni. Jednak dzięki mnie, wspaniałomyślnej Łajce, wszystko poszło jak należy.
Kiedy szliśmy w kierunku domu pana Microvic. Po drodze, przy starym moście, spotkaliśmy Dimitrova i Sugara, naszych wiernych przyjaciół. Szybko doszliśmy przed niewielki dom naszego karmiciela. Drzwi byłby nieznacznie uchylone, więc otworzyłam je szerzej łapą i oboje wparowaliśmy do środka. Pora jedzenia, no co? Weszliśmy do salonu, jednak pana Microvic nigdzie nie było. Wskoczyłam na beżową kanapę i usadowiłam się po jednej, a Rambo po drugiej stronie. Starszy pan wszedł do pomieszczenia, i ani trochę nie wydawał się zdziwiony naszym widokiem. Usiadł na środku. Wtenczas zaczął się program. Bla, bla, imigranci, państwo islamskie... Moskiewski tygrys uciekł z zoo! "Miejsce się na baczności! Wczoraj, zanim otworzono zoo, biały tygrys z Moskwy zniknął, a są przypuszczenia, że uciekł. Osobnik jest bardzo agresywny - prosimy uważać. Ostatnio zanotowano, że zwierzę porusza się odludnymi miejscami, na południe. Ciągle wędruje niedaleko Wołgi. Okolicznych mieszkańców prosi się o czujność i przekaz informacji. Rosyjski Program Informacji - dziękujemy za uwagę." 
Po chwili najedzeni wyszliśmy z domu. 
- Wzdłuż Wołgi, na południe! DO NAS! DO WOŁGOGRADU! - wrzasnął Rambo.
- Spokojnie... Nie wyciągaj pochopnych wniosków.
- Ale jak on się wydostał?! To tygrys, niebezpieczny, ludojad! Więc co zrobi z psem? Pożre w całości, czy porżnie na kawałki?! 
- Mam przeczucia...
Jednak nie podzieliłam się nimi z przyjacielem. Tygrys, kot, duży kot. Kierunek - Wołgograd. Pokrewieństwo - koty. Koty w Wołgogradzie - Kitler!
Rambo? Masz co chciałeś! xd
 

wtorek, 8 września 2015

My, naród mały, ale dumny...

Cześć!
Szukając fotografii do naszych grafik natknęłam się na te piękne obrazki. Musiałam wprost je tu wkleić. Rosyjskie psy w obrazkowym wydaniu!



Mnie do gustu szczególnie przypadł ten pierwszy. Czyli co? Chart Borzoj to psi symbol Rosji ^^

poniedziałek, 7 września 2015

Legenda Powraca

Rosyjskie psy
legenda powraca

Pragniemy poinformować, że nasze kochane RD wraca - po raz kolejny. Nasz powrót będziemy roznosić pod hasłem "legenda powraca". Nie zapominamy też o naszym motto, które wszyscy przecież znamy. "Albo ta sfora będzie imperium, albo nie będzie jej wcale" - tak jeszcze kilka miesięcy temu Łajka i Rambo dumnie mówili o swojej armii. Do dziś został z nami jedynie Dimitrov. A reszta? Reszta wyjechała do Ameryki, bądź została zesłana na Syberię... Tak też, słowami wstępu, dawne RD, zostaje ponowione.*

* - a LD może się patrzeć i podziwiać.